.

wtorek, 26 lipca 2016

LETNIE METAMORFOZY: TARAS // KŁADZENIE PŁYTEK


Dziś będzie trochę o walce. Walce zaciętej, długotrwałej, uciążliwej. Momentami mogłoby się wydawać, że skazanej na porażkę. Jak mogliście zauważyć, chwilę nas nie było. A wszystko przez metamorfozę tarasu…  Zapowiadało się łatwo, szybko i przyjemnie. Najpierw kładzenie płytek, fugowanie, potem wybór dodatków i zrobienie mebli DIY. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, już dziś dzieliłybyśmy się z wami efektem końcowym. Ale niestety. 

Sam zapał, choćby nie wiadomo jak wielki, czasem nie wystarcza. Choć miałyśmy do położenia jedynie 12 metrów płytek, z przewidzianych dwóch dni zrobiło się osiem. Czyli cztery weekendy. Czyli miesiąc.


DZIEŃ PIERWSZY


Najpierw trzeba skuć stare płytki. Nam poszło to, na szczęście, bardzo gładko. W dwie godziny miałyśmy skończone, co natchnęło nas nadzieją, że cała reszta pójdzie równie sprawnie. O tym, jak bardzo miałyśmy się mylić, przekonałyśmy się już wkrótce. Wszystkie skute odpady trzeba było popakować w worki i wywieźć. To zajęło kolejne dwie godziny. Po powrocie zagruntowałyśmy cały taras. 



DZIEŃ DRUGI


Uznałyśmy, że najlepiej będzie pomalować ściany przed położeniem nowych płytek, żeby potem nie musieć ich szorować. Zabrałyśmy się za to od rana. W połowie malowania skończyła się farba i trzeba było jechać ją dokupić. Obrócenie tam i z powrotem i malowanie było skończone... wieczorem. Jedna warstwa… Resztę postanowiłyśmy przełożyć na później.


DZIEŃ TRZECI


W celu ochrony elewacji, postanowiłyśmy pokryć boki tarasu tynkiem mineralnym. Po skończeniu można było nareszcie zacząć kłaść płytki! Niestety czasu wystarczyło jedynie na położenie tych pełnych. Dopasowywanie i przycinanie musiało poczekać.



DZIEŃ CZWARTY


Nie wiedziałyśmy co nas czeka... W tym dniu przycinałyśmy resztę płytek i cokolików. Co tu dużo mówić – to najtrudniejsza część kładzenia posadzki. Wszystko musi być idealnie dopasowane, przycięte na wymiar. Każdą krzywiznę i nierówność będzie przecież widać. W związku z tym zajęło to nam cały dzień.


DZIEŃ PIĄTY


Szorowanie resztek kleju do płytek. Jak już wszystko było wyczyszczone, przystąpiłyśmy do fugowania. Samo fugowanie w sobie nie jest ani skomplikowane, ani trudne. Ot, za pomocą fugówki nakłada się fugę w szpary pomiędzy płytki. Jednak robienie tego na podłodze, na takiej powierzchni, bez wcześniejszej wprawy, równa się pół dnia w dwie osoby na kolanach. Ale – dobra wiadomość. W końcu taras zaczął jakoś wyglądać, a koniec prac zbliżał się ku końcowi, zamiast się oddalać! Chyba po raz pierwszy, odkąd zaczęłyśmy tę zabawę.

DZIEŃ SZÓSTY


W ten dzień musiałyśmy wyczyścić resztki fug z płytek, a następnie wykończyć wszystko sylikonem. 

DZIEŃ SIÓDMY


Ponieważ malowanie ścian zajęło nam dłużej, niż się spodziewałyśmy, trzeba było położyć drugą warstwę farby. Przełożyłyśmy to na teraz, już po położeniu nowych płytek. Zostało dokładne posprzątanie wszystkich resztek płytek, farb, narzędzi i innych rzeczy używanych podczas ostatnich dni. 

DZIEŃ ÓSMY


To już dekorowanie, meblowanie, ozdabianie. Czyli najprzyjemniejsza część tej metamorfozy. O tym, co gdzie kupić i jak co zrobić, osobny post już niedługo!  Pokażemy wam też wtedy zdjęcia, jak wyszło. A teraz lecimy wypoczywać po nierównej, ale ostatecznie wygranej, walce. Na tarasie ;)

7 komentarzy:

  1. Mam jakiś taki sentyment do starych posadzek, więc naszła mnie zgroza jak zobaczyłem jakie płytki skuwacie. Pewnie się mylę, ale na tym zdjęciu nie wyglądają tak źle i myślę, że można by było się trochę pobawić w odratowanie ich. Kto wie - może by się udało znacząco zmniejszyć koszty? Tym bardziej, że świetnie pasują do zdobionej balustrady, ale nie będę oceniał dopóki nie pokażecie efektu finalnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też wolę wszystko co stare i ''z duszą'' ;)

      Usuń
    2. Są dwie rzeczy, które zwalczamy. Po pierwsze dziadostwo, po drugie brak poszanowania dla starych przedmiotów z duszą. W przypadku tych płytek to mogę powiedzieć tylko tyle, że to było dziadostwo do kwadratu. Podłoga rozlatywała się pod nogami;)

      Usuń
  2. jesteście wszechstronne! ja nie wiem czy za płytki bym się zabrała, gratuluję zacięcia i odwagi!

    OdpowiedzUsuń
  3. Remonty to zawsze mała, męcząca rewolucja ale efekt jest najważniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj wyobrażam sobie ile trudy i pracy to kosztowało. Ale patrząc na poźniejszy efekt w postaci tarasu - warto było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, nawet się nie spodziewałyśmy ;)

      Usuń